Rozwój duchowy, obieranie cebuli, ciemna noc duszy, czyli moja historia.
- agnieszka.zdrzalek

- 10 gru 2025
- 9 minut(y) czytania
Dziś podzielę się z Tobą moją historią. Jest długa, ale warto przeczytać do końca 🩷
Moje Przebudzenie zaczęło się w 2010 roku, oj dawno temu. Czasem mam jednak wrażenie, że trwa nadal i poniekąd tak jest. To taka niekończąca się spirala doświadczeń i przemiany. Mogę chyba śmiało porównać Przebudzenie Duchowe do obierania cebuli - kolejne warstwy odpadają i ujawniają się w odpowiednim momencie i czasie - KIEDY JESTEŚMY NA TO GOTOWI.
Do mojego przebudzenia doprowadziły dosyć trudne i traumatyczne sytuacje życiowe.
Na początku tej drogi była fascynacja, zachwyt, ogromna radość, poczucie wielkiego "wow 😍".
Po dwóch latach nastąpił upadek, choć tak naprawdę było to wyzwolenie (na własne życzenie) z iluzji, w którą wpadłam. Powstałam w nowej energii. Pisałam o tym już kiedyś.
Przez 15 lat przeszłam przez wiele etapów.
Moje początki w mediach społecznościowych (na długo przed moim przebudzeniem), zaczęły się od Naszej Klasy, gdzie prowadziłam profil Promyczek. Moją misją było inspirować i motywować ludzi codzienną dawką pozytywnych cytatów, inspiracji i przemyśleń. W tamtym czasie miałam też blog o tej nazwie (Promyczek - Pozytywna strona życia).
Kilka lat później stworzyłam stronę na Facebooku o nazwie Anioły - Nasi Niebiańscy Przyjaciele (od aniołów zaczęła się moja przemiana), gdzie obserwowało mnie ponad 11 tyś osób 😮 To był dla mnie szok, pozytywny oczywiście. Ale kiedy w moim życiu pojawiła się energia Reiki, kolejne nowe wglądy, doświadczenia i odkrycia, powstała Ascendencja Duszy, bo niestety na stronie o Aniołach nie przyjęły się treści energetyczne. Ludzie nie byli gotowi. Nadal inspirowałam i motywowałam innych, zaczęłam też dzielić się moją wiedzą.
Po kilku latach weszłam w nową rolę i etap, i tak od 2018 roku przeszłam przez proces bycia nauczycielem Reiki i duchowym przewodnikiem.
To był piękny czas w lekkości, bezwarunkowej miłości, radości, pięknych kolorów, "brokatu" , aniołów - to był magiczny czas ✨ Coś pięknego, niezapomnianego i wyjątkowego.
W tej mojej beztrosce i wspaniałości życia w 2021 roku pojawił się człowiek, który pokazał mi zupełnie inne oblicze i inną stronę rozwoju duchowego. Bardzo dużo wtedy się zmieniło. Jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka.
Okazało się, że oprócz tej całej światłości i cudowności jest też cień. Lęk, smutek, rzeczy niewypowiedziane. Te dwa lata były dla mnie naprawdę głęboką pracą z tym, co przez lata było schowane, nieuświadomione, a czasem po prostu niechcący zamiecione pod dywan.
W tym czasie pojawiły się też energie zupełnie inne niż anielskie - mocniejsze, mroczniejsze, bardziej surowe, takie, które prowadziły mnie tam, gdzie już nie dało się udawać. Dużo pracy z energią, dużo medytacji, wglądów, nowych narzędzi… i przede wszystkim odkrywanie swojej własnej mocy i intuicji.
Zobaczyłam siebie zupełnie inaczej. To był piękny czas, ale też wymagający. Czas odwagi, zderzania się ze sobą, uczenia się nowych rzeczy i patrzenia w swoje lustro ("pani lustereczko" 😅).
Nauczyłam się wtedy tak wiele. I tak wiele się we mnie zmieniło.
Wtedy też przyszedł najgorszy i najtrudniejszy dla mnie czas. Ale jak bardzo mi potrzebny. I choć na początku nie rozumiałam, ostatecznie to zrozumienie pojawiło się.
Po tych bardzo intensywnych dwóch latach przyszedł kolejny etap, dalsza część przebudzenia i śmiało mogę powiedzieć, że przyszedł etap, który wielu nazywa "ciemną nocą duszy".
Od 2023 roku wszystko zaczęło się zmieniać. To już nie był czas światłości, lekkości i tej całej magicznej fazy przebudzenia. Nagle pojawił się lęk, ból - i ten fizyczny, i emocjonalny. Smutek, łzy (bardzo dużo łez), rozczarowanie, poczucie samotności i niezrozumienia.
Mój świat rozpadł się jak tarotowa Wieża. Wszystko, co znałam i na czym się opierałam, zaczęło się sypać.
Ten proces ciągnął się prawie dwa lata i naprawdę czułam, że jestem w tym sama.
Owszem, miałam Reiki, inne energie, wiedzę, praktyki, z których korzystałam prawie codziennie. Ale były momenty, kiedy nawet to nie dawało mi jasności. Był przy mnie mój mąż i moja córka. Wspierali mnie, byli obok… ale nie rozumieli, przez co przechodzę. Nie mogli mi w tym pomóc, choć bardzo chcieli. I to też było trudne. Dużo się u nas od tego czasu zmieniło.
Wtedy też "pojawiła się" inna, cudowna dusza. Nie była to „nowa osoba”, bo znałyśmy się od lat. Tylko „internetowo”, w przestrzeni Ascendencji Duszy. Była moją kursantką, klientką, współpracowałyśmy energetycznie. Ale to wciąż było bardziej na zasadzie znajomości.
Ale w tamtym czasie coś się zmieniło. Zaczęłyśmy rozmawiać inaczej. Tak głębiej, z poziomu Duszy.
I nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń.
Kasia wspierała mnie nie przez pocieszanie czy "głaskanie", tylko przez szczerość, swoje spojrzenie, swoją mądrość. Niesamowita kobieta 🥰
Widziała rzeczy tak, jak ja wtedy nie potrafiłam. I właśnie takiego wsparcia potrzebowałam najbardziej.
Od tamtej pory idziemy razem, choć nadal tylko przez telefon. Przechodzimy przez różne etapy, sytuacje i wyzwania.
Dziękuję Ci, Kasiu ❤️
Jesteś moim Aniołem 🕊️
Dziś wiem, że bez wszystkich tych narzędzi, które poznałam w poprzednich latach, nie dałabym rady. A może dałabym… tylko byłoby o wiele trudniej. Dlatego jestem wdzięczna za wszystko, co pojawiło się wcześniej i za wszystko, co przyszło później, bo dopiero teraz widzę, że to wszystko układa się w całość.
Tak właśnie to działa: coś się pojawia, czego wtedy nie rozumiemy, a po czasie okazuje się, że pasuje idealnie. W odpowiednim momencie i w odpowiednim czasie.
Doświadczyłam potężnego rozpadu wszystkiego, co do tej pory znałam.
Pojawiły się wątpliwości. Dużo wątpliwości. I takie głębokie podważanie wszystkiego - siebie jako osoby, mojej wiedzy, doświadczenia, całej drogi. Nie potrafiłam już uczyć, motywować ani inspirować tak jak kiedyś. To była ogromna, bolesna transformacja.
I dopiero od jakiegoś czasu zaczynam powoli wstawać.
Jeśli obserwujesz mnie od dawna, to wiesz, że było mi trudno. Było mnie mało, znikałam z mediów, usunęłam większość tego, co było i co stworzyłam. Po prostu nie byłam w stanie być tą kobietą, którą byłam kiedyś.
Tęskniłam za tamtą wersją siebie - radosną, promienną, ufającą życiu.
Czułam, że nie mam prawa pracować z ludźmi jak dawniej. Nie czułam się godna.
Jak mogłabym uczyć i prowadzić ludzi do światła, skoro sama tonęłam w ciemności?
Zmieniło się wszystko.
Dziś, jestem jak Feniks powstający z popiołów, stąd też Feniks w moim logo ale.... dzięki innej cudownej duszy, Feniks chyba stanie się Kolibrem - to symbol lekkości, radości i uzdrowienia serca - tej chwili, w której ciężar znika, a dusza znowu zaczyna oddychać. Koliber przynosi energię wolności, subtelnej magii i umiejętności odnajdywania piękna nawet w najmniejszych momentach. To symbol delikatnej, ale niezwykle silnej transformacji, która prowadzi z powrotem do miłości. Transformacji, którą przeszłam.
Dziękuję Beatko 🥰
Dziś nie jestem już tą samą Agnieszką, którą byłam kiedyś. Choć tak szczerze mówiąc, wszyscy się zmieniamy poprzez życiowe doświadczenia.
Jestem inna. Przytyłam, i wiem już, że ta dodatkowa warstwa mnie była po to, być dać mi ochronę i opiekę, której tak bardzo potrzebowałam. Przeszłam przez stan bardzo podobny do depresji, i wiem już, z czym mierzą się osoby, które jej doświadczają na co dzień. Pojawiła się anemia, a wraz z nią inne nieprzyjemne objawy, które potęgowały wszystko. Było mi naprawdę bardzo ciężko.
Nie ma we mnie tej lekkości, błogości i beztroski co kiedyś. Nie ma też twardości, przez którą przechodziłam.
Jest we mnie stabilizacja i ugruntowanie. Jest zaufanie.
Czasem oczywiście pojawia się smutek i łzy, nawet pojawia się złość w różnych sytuacjach życiowych - ale nie uciekam od tego, bo wiem, że to jest po prostu ludzkie - mieć emocje.
Akceptuję je i akceptuję siebie.
Stałam się bardziej wrażliwa na energie. Inaczej je odczuwam. Nadal pracuję z Reiki i innymi energiami, nadal bardzo to lubię i wiem, że to działa, że pomaga.
Teraz jestem, obserwuję, transformuję. Nie podążam ślepo za żadnymi trendami, nie mówię tylko o miłości i świetle, bo wiem już, że istnieje mrok i ciemność.
Jeszcze nie wróciłam na 100%, bo ciągle jeszcze nie wiem w jakiej formie będę pracować. Nadal ujawniają się rzeczy nowe o mnie, o życiu. Nie znam jeszcze nowej siebie a stara już nie istnieje.
Pisząc to wszystko doświadczyłam lęku, że obnażam się, ale czuję, że to już czas, bo chcę żyć w prawdzie a prawda jest taka, że nie jestem i nigdy nie byłam idealna.
Jeszcze nie wiem kim jestem, ale wiem, że moja praca to transformowanie energii. Nie potrafię tego jeszcze wyjaśnić.
Nie zrozum mnie źle. Nie każdy musi przejść taką samą drogę. Nie każdy musi doświadczać tego co ja. Nie każdy musi cierpieć. Mam wręcz wrażenie, że to droga dla niewielu, i nie, nie sądzę, że jestem wybrana i wyjątkowa. Po prostu musiałam to przejść i doświadczyć tego wszystkiego, by móc pomagać ludziom, którzy są w naprawdę trudnych momentach życia.
Uważam też, że wiele osób, które weszły na ścieżkę rozwoju duchowego, które zaczęły doświadczać podobnych chwil upadku i rozpadu, błędnie stwierdziły, że "rozwój duchowy zniszczył im życie ".
Osobiście tego doświadczyłam, nie poddałam się i uważam, że ten cały proces jest częścią ujawnienia prawdy o nas. Jest to część planu naszej Duszy i część, bardzo trudna, ale pojawiająca się poprzez naszą pracę.
Wiele osób, podkreślałam, moim zdaniem, poddaje się w najtrudniejszym ale zarazem najważniejszym momencie i cofa się do poprzednich iluzji, gdzie było po prostu wygodnie i znajomo.
Wiele osób "nawraca się", rezygnując z poznanych wcześniej narzędzi, uważając, że to ich wina. Nie patrzą, że sami chcieli prawdy, która objawia się poprzez odkrywanie kłamstwa, chcieli spokoju, który przychodzi poprzez chaos, chcieli prawdziwej miłości, która pojawiła się poprzez rozstanie i rozpad poprzedniego związku.
To wszystko czego doświadczamy, przychodzi na nasze prośby. Przychodzi by odkryć prawdę, wyciągnąć na zewnątrz to wszystko, co nie jest spójne z tym, czego pragniemy.
I to wielu ludzi przeraża.
Dzięki tym doświadczeniom rozumiem ich. Naprawę. I nie oceniam nikogo. Rozumiem przez co przechodzą. Sama tego doświadczyłam.
To wszystko co się wydarzyło, te ostatnie 4 lata pokazały mi tak wiele o mnie. Ujawnił się mój największy lęk, który nie mógł być inaczej odkryty jak poprzez rozpad wszystkiego, poprzez zranienie, rozpacz i wyjście z iluzji.
Jestem za to bardzo wdzięczna ❤️
Czuję się wzmocniona, jestem bardziej pokorna, spokojna, moje światło świeci jaśniej niż kiedyś, ale nie jest widoczne dla wszystkich - tak to czuję. Nie jest brokatowe, nie jest rozproszone.
To jest wręcz niesamowite ile przeszłam, przeżyłam i doświadczyłam. I wierzyć się nie chce, że to już 4 lata, bo czuję jakby to było kilka dni temu. Patrzę na tamten czas z ogromnym współczuciem, zrozumieniem i łagodnością.
Każdy z nas ma inną drogę, inne doświadczenia i inne życie. Moje jest takie i jestem za nie wdzięczna.
Jeśli miałabym zostawić Cię dziś z jedną myślą...
Przebudzenie nie jest linią prostą. I nie jest to miejsce usłane różami, nie jest łąka "jednorożców pierdzących tęczą".
Przebudzenie jest spiralą.
To rollercoaster w najcięższej wersji. Ale.... ostatecznie prowadzi do wolności, jedności, miłości, światła i PRAWDY.
Czasem wznosimy się wysoko, czasem spadamy głęboko, w otchłań, o której nie mieliśmy pojęcia, że istnieje, ale w każdym z tych momentów jesteśmy prowadzeni – nawet jeśli tego nie czujemy. Dostajemy tylko tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć.
Ani mniej ani więcej.
Pamiętam, jak w najtrudniejszym momencie wyciągnęłam jedną z mich ulubionych talii kart. Zapytałam: "Dlaczego?!"
"Co nam dalej robić?!"
Dostałam odpowiedź:
"Świeć swoim najjaśniejszym, prawdziwym światłem. Bądź latarnią dla ludzi".
Cisnęłam ze złością kartami w kąt krzycząc na głos: "BZDURAAAAA!".
Wybiegłam z pokoju ogarnięta złością, ale coś mówiło mi, że mam wrócić i przeczytać opis całej karty. Tak też zrobiłam. Karta mówiła bardzo wyraźnie, że moje życie obróciło się o 180 stopni i wszystko się rozpadło, bo przestałam wierzyć, przestałam ufać i przestałam robić to co powinnam robić, że posiadam dary i talenty które nie są przeznaczone tylko i wyłącznie dla mnie, ale są też dla innych ludzi.
Pamiętam, że w tamtym momencie płakałam, płakałam i płakałam, ale zrozumiałam i właśnie w tamtym momencie postanowiłam, że pora już wstać.
Oczywiście nie było łatwo, bo musiałam przejść przez wiele kolejnych, innych ścieżek. Wiele razy zbłądziłam, zwątpiłam, wycofałam się, ale jak widzisz, nie poddałam, jestem.
Dziś widzę, że wszystkie moje upadki były wejściem głębiej w siebie, poznaniem siebie, a nie odejściem od drogi.
Szczerze przyznam, że nie chciałam wracać. Nie potrafiłam. Nie wiedziałam jak. A mimo to, wracam, bo to część mnie, cześć mojego życia. Nie może być inaczej.
Widzę i wiem, że nic nie muszę udawać, ani światła, ani ciemności. Mogę wreszcie być autentyczna. Mogę być sobą.
Nie jestem idealna i nigdy nie byłam. Ale też nigdy nie kłamałam. Zawsze byłam szczera. Moje intencje były i są szczere, a moje serce zawsze pełne miłości, zrozumienia, gotowe wybaczyć wszystko. I tak jest do dziś, bo taka po prostu jestem.
Jeśli jesteś teraz w miejscu, gdzie pękają Ci fundamenty, chcę, żebyś wiedział/a, że
nie jesteś w tym sam/a.
I może jeszcze nie widzisz tego nowego światła w sobie, ale ono tam jest - czeka aż je zauważysz. Jest i zawsze będzie, niezależnie jaką ciemność widzisz i czujesz wokół siebie.
Piszę to wszystko, bo chcę po prostu podzielić się moim procesem, bez szczegółów, bo są zbędne. Piszę również, bo nastąpiły we mnie zmiany a co za tym idzie, zmieniłam się ja, mój sposób pracy, bycia, czucia, rozumienia. Chcę o tym mówić i pisać, ale bez tego wyjaśnienia ciężko mi zacząć, bo nie miałaby to sensu. Być może po tych słowach wiele osób odejdzie. Rozumiem i szanuję Twoją decyzję, jeśli będziesz jedną z tych osób.
Przyciągnęło Cię światło, miłość, lekkość, a teraz czuć hmmm, no właśnie, nie wiem co czujesz. Ale chcę, żebyś czuł/a się dobrze, komfortowo, bezpiecznie.
Nadal chcę inspirować, motywować, ale też pokazać Ci, że tak wiele zależy od Ciebie, tak wiele zależy od Twoich decyzja, działań. Chcę podzielić się tym co wiem i czego doświadczyłam przez te wszystkie lata. I chcę żebyś wiedział/a, że nadal mam w sobie światło, miłość, dojrzałość, uważność.
Nie ma jedynie tej beztroski i naiwności, jeśli tak mogę to nazwać. Jestem bardziej poważna. Mam dużo, oj dużo przemyśleń.
Nie ze wszystkim się zgadzam co mówią i piszą inni ale tylko dlatego, że coś ze mną nie rezonuje, bo dla mnie nie działa, albo w moich oczach nie ma sensu. Ale to moja opinia i moje doświadczenia.
Nie oczekuję zrozumienia, bo ciężko to wszystko zrozumieć.
Kto wie, ten wie.
Dziękuję Ci, że towarzyszyłeś/aś mi dziś w tej podróży.
Może kiedyś opowiem Ci dalszy ciąg, może podzielę się szczegółami.
A może ta historia już wystarczy byś spojrzał/a na swoją własną trochę inaczej.
Bądź dla siebie wyrozumiały/a, pokochaj siebie, uwierz w siebie, bądź dla siebie najlepszym przyjacielem i traktuj siebie z delikatnością i miłością, bo na to zasługujesz.
I to jest właśnie to:
Rozwój duchowy, obieranie cebuli, ciemna noc duszy, czyli moja historia.
Dostajemy dokładnie to, czego potrzebujemy do wzrostu - czasem w świetle, czasem w cieniu.









Agnieszko Twoja historia to historia o mnie. Jestem z Nas dumna. Z tego gdzie dziś jesteśmy. Jest mi niezmiernie miło, że mogę każdego dnia być Twoją towarzyszką i że Ty towarzyszysz mi. Wyrażam ogromną wdzięczność za Ciebie 🩷 po stokroć dziękuję 🤗