top of page
ChatGPT Image Jan 17, 2026, 04_35_55 PM.png

Rozwój duchowy, obieranie cebuli, ciemna noc duszy, czyli moja historia.

Ten tekst pisałam w głowie bardzo długo.

Nie dlatego, że brakowało mi słów, ale dlatego, że przez długi czas nie wiedziałam, jakim językiem dziś o tym mówić.


Moja droga duchowa zaczęła się w 2010 roku. Była odpowiedzią na trudne doświadczenia i momenty, w których szukałam sensu, ukojenia i odpowiedzi na pytania, których wcześniej nie potrafiłam nawet nazwać.


Na początku było dużo zachwytu. Poczucie, że coś „kliknęło”. Że świat nagle ma więcej znaczeń, a ja nie jestem sama ze swoim bólem. Duchowość była wtedy dla mnie przestrzenią nadziei, koloru i ulgi.


Przez kolejne lata przechodziłam przez różne etapy. Od inspiracji i motywowania innych, przez intensywną pracę z energią, aż po rolę nauczycielki Reiki i osoby prowadzącej innych w procesach, które sama znałam z własnego doświadczenia.


To był czas lekkości, piękna i wiary, że wszystko ma swój sens.


Dziś widzę, że było mi bardzo potrzebny. Dawało mi zasoby, narzędzia i poczucie, że mogę sobie poradzić.

Ale z perspektywy czasu widzę też coś więcej.


W pewnym momencie - około 2021 roku - wszystko zaczęło się zmieniać. Nie nagle, nie dramatycznie. Raczej stopniowo, aż w końcu doszło do głębokiego rozpadu tego, kim byłam i jak rozumiałam siebie oraz swoją drogę.


Zaczęły wychodzić na powierzchnię emocje i doświadczenia, które przez lata były pomijane, racjonalizowane albo „przykrywane” duchowymi interpretacjami. Lęk, smutek, bezsilność, zagubienie. Również fizyczne objawy – zmęczenie, osłabienie, problemy zdrowotne.

To nie był „magiczny etap transformacji”.

To był realny kryzys.


Przez długi czas nie potrafiłam już inspirować, prowadzić ani uczyć tak jak wcześniej. Nie dlatego, że straciłam wiedzę, ale dlatego, że straciłam grunt pod nogami. Wszystko, co wcześniej było oczywiste, przestało takie być.


Dziś wiem, że to, co nazywa się czasem „ciemną nocą duszy”, bardzo często jest po prostu momentem głębokiej dezintegracji psychicznej i emocjonalnej. I że nie zawsze da się - ani nie powinno – tłumaczyć tego wyłącznie duchowo.


Był to czas, w którym czułam się bardzo samotna w swoim doświadczeniu. Miałam bliskich, którzy byli obok, ale nie byli w stanie mnie „uratować” - i to też było trudne do przyjęcia. Pojawiły się osoby, które wspierały mnie nie przez pocieszanie, ale przez uczciwe rozmowy, obecność i trzymanie mnie w rzeczywistości.


To właśnie wtedy zaczęłam powoli uczyć się czegoś nowego: że nie wszystko musi mieć wyższy sens w danym momencie, że nie każdy rozpad jest inicjacją,

i że nie każda trudność jest zaproszeniem do dalszego „przekraczania siebie” i swoich granic.


Czasem jest po prostu sygnałem, że coś w naszym życiu wymaga zatrzymania, zmiany albo wsparcia.


Dziś nie jestem tą samą osobą, którą byłam kilka lat temu.

Nie mam już tej samej lekkości, naiwności ani potrzeby mówienia tylko o świetle. Nie dlatego, że „straciłam duchowość”, ale dlatego, że przestałam uciekać od ludzkiej strony doświadczenia.

Nadal pracuję z energią. Nadal korzystam z narzędzi, które poznałam przez lata. Ale robię to inaczej - bardziej ugruntowanie, ostrożniej, z większym szacunkiem do granic, emocji i realnych możliwości człowieka.


Nie wiem jeszcze dokładnie, w jakiej formie będę dalej pracować. I dziś potrafię powiedzieć to bez lęku.


Pozwalam sobie być w procesie, bez konieczności natychmiastowego definiowania siebie na nowo.


Jeśli jesteś w miejscu, w którym wszystko się rozpada, chcę powiedzieć jedno: nie oznacza to automatycznie, że jesteś „na złej drodze” ani że to „musi tak wyglądać”.


Czasem oznacza tylko, że potrzebujesz czasu, wsparcia i przestrzeni, by wrócić do siebie - nie do jakiejś idei rozwoju.


Ten tekst nie jest instrukcją ani obietnicą.

Jest zapisem drogi, która była moja - z całym jej ciężarem, błędami, interpretacjami i zmianą perspektywy.


Dziś bardziej niż kiedykolwiek wierzę, że prawdziwa transformacja zaczyna się tam, gdzie przestajemy udawać - światło, siłę i gotowość - i pozwalamy sobie być prawdziwi.


Rozwój duchowy, obieranie cebuli, ciemna noc duszy - czyli moja historia.


Kobieta na łonie natury przy zachodzie słońca trzymająca dłonie nad sercem

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page